ROK 1924: I Marsz Szlakiem Kadrówki

Dwa lata od pomysłu ruszyli strzelcy na historyczną trasę tym razem już formalnie jako I Marsz Szlakiem Kadrówki. Celem być uczczenie rocznicy Czynu Zbrojnego, dokonanego w 1914 r. Nie brakło niedociągnięć, które już w czasie marszu były eliminowane dzięki sprawności organizatorów. Wszyscy nabierali doświadczeń.

Strzelec: Organ Towarzystwa Związek Strzelecki, 1924, R.4, nr 15-16
Warszawa, 1 września 1924 r.

Marsz szlakiem Kadrówki
PRZYGOTOWANIA W KRAKOWIE.

W ciągu 5 sierpnia przybywają do Krakowa drużyny, aby nazajutrz rozpocząć marsz – zawody szlakiem pierwszych strzelców, którzy lat temu dziesięć podjęli walkę o Niepodległość Polski. W Komendzie Okręgu informują nas, że już jest drużyna przemyska i warszawska, że meldował się łącznik z drużyny katowickiej. Uroczystości sierpniowe w Krakowie absorbują przybyłych zawodników za bardzo. Komitet obywatelski, nie zdając sob.ie widocznie sprawy z trudów, jakie czekają strzelców, raczy ich różnymi spektaklami, a nawet używa jako statystów do „żywych obrazów”. To wszystko wyczerpuje zawodników przedwcześnie i niecelowo. Najlepszy dowód, że wstępne badania lekarskie wykazują lekkie zmęczenie i przyśpieszone tętno.

Wreszcie o godzinie 23 udaje się Komendzie naszej wypchnąć strzelców za nawias dal szych uroczystości i zawodnicy udają się na spoczynek. Czas najwyższy – bo o godzinie 3-ej pobudka.

START W KRAKOWIE.

O godzinie 18-ej dnia 5 sierpnia na od prawie drużynowych, poświęconej omówieniu higieny marszowej, regulaminu marszu itp. nastąpiło losowanie kolejności numerów. Dnia przeto 6 sierpnia o godz. 3.45 stają drużyny w następującym porządku:
Nr 1 Katowicka: Franciszek Czech (drużynowy), Franciszek Kuroń, August Mutke, Teofil Kołodziejczyk, Alojzy Gaweł, Oskar Kerlin, Jerzy Kłeczka, Maksymilian Kozieł, Juljan Gierok, Józef Jędrysik, Paweł Stasiek, Robert Michalik i Robert Makosz.
Nr 2 Warszawska: Jan Gryf-Zagajewski (drużynowy), Józef Zacharski, Henryk Helbert, Edward Orłowski, Aleksander Sumikowski, Aleksander Wikiel, Mieczysław Krystosiak, Kazimierz Stankiewicz, Franciszek Milewski, Teofil Michalik, Marek Wierzbołowski, Czesław Zawistowski i Witold Michrowski.
Nr 3 Wieliczkowska: Edward Iberle (drużynowy), Franciszek Gamoń, Józef Basiewicz, Józef Knapik, Zygmunt Kowalczyk, Stanisław Knapik, Zygmunt Grzywacz, Jan Gurik, Kazimierz Bauchajer, Sylwester Kulik, Zygmunt Antoś, Augustyn Wajszczyk i Ryszard Michalik.

Strzelec: Organ Towarzystwa
Związek Strzelecki
1924, R.4, nr 15-16 (69-70)
strona tytułowa

(ze zbiorów: Centralnej Biblioteki Wojskowej)

Nr 4. Krakowska (I): Józef Petr (drużynowy). Antoni Jelonek, Adam Uhl, Mikołaj Nalewajko, Jan Kościółek, Kazimierz Berbeka, Józef Muszal, Władysław Gawlik, Józef Kafel, Emil Chubacz, Roman Szpring, Józef Vulgo i Roman Fugiel.
Nr 5 Bocheńska: Bronisław Kuchnik (drużynowy), Jan Pletty, Edward Pawełek, Czesław Zięba, Kazimierz Dębosz, Rudolf Grob.licki, Adam Słończyński, Henryk Bucki, Michał Piotrowicz, Edward Rojek, Eugeniusz Piro, Tadeusz Siewarga i Józef Wnękowski.
Nr. 6 Krakowska (II): Józef Ludwik Krajewski (drużynowy), Marian Krawczyk, Władysław Warzecha, Józef Hudaszek, Marian Mastela, Józef Jankowski, Józef Majewski, Teodor Kulpa, Władysław Krajewski, Jarosław Krajewski, Jan Modesau, Władysław Grotowski i Ludwik Pająkowski.
Nr. 7. Przemyska. Józef Czarniecki (drużynowy), Edward Mazurak, Walery Paraf, Karol Paraf, Michał Hanusz, Zygmunt Orleański, Stanisław Czarniecki, Bronisław Kupias, Eugenjusz Wróblewski, Szczepan Zippel, Antoni Kędzierski, Roman Wymazała i Gustaw Wymazała.

Ogółem 7 drużyn po 13 zawodników, czyli 91 zawodników. Poza konkursem 3 za-wodników – razem 94 zawodników. W odstępach dwuminutowych ob.. Bianchi daje hasło odmarszu poszczególnym drużynom, marsz szlakiem kadrówki rozpoczęty. Na starcie nieliczna publiczność i osob.y „urzędowe” żegnają zawodników. Komisja sędziowska w komplecie, kpt. Henryk Królikowski przedstawiciel Sztabu Generalnego, kpt. Józef Kurek, przedstawiciel DOK. Kraków, członkowie Zarządu i K-mdy Okręgu Kraków – oto wszyscy.

W Prądniku Czerwonym, 4 km od Krakowa czekał na zawodników prezes Okręgu Krakowskiego ob.. Sieńko z pierwszym posiłkiem. Pierwsza przybyła drużyna Katowicka, za nią Kraków I, a dalej Bocheńska, Przemyska, Kraków II, Warszawska i Wieliczkowska. Drużyny szybko uprzątają zastawione stoły i ruszają w dalszą drogę.

W SŁOMNIKACH

Wielkie zamieszanie powstało w Komendzie obwodu, gdy zjechała Komisja Sędziowska marszu dla lustracji przygotowań, których nie było. Na poczekaniu opanowano sytuację i w samą porę obficie zastawiono stoły. Bez wielkiego wysiłku nakarmiono 97 osób.

PORZĄDEK PRZYBYCIA DRUŻYN DO SŁOMNIK.

Katowicka – 9.30. Przemyska – 9.45, Bocheńska -10 17, Wieliczkowska – 10 30, Warszawska – 10.32, Kraków II – 10.35 i Kraków I – 10.35. Dla niektórych zawodnikach widać zmęczenie, Zupełnie niepotrzebnie drużyna katowicka wzięła za ostre tempo, sama ma wob.ec tego już dwóch maruderów i inni gonią za nią. Mimo to humor panuje u wszystkich, orkiestra słomnicka ochoczo przygrywa strzelcom, ob.. Nowak ze Słomnik robi zdjęcia fotograficzne. Komendant Główny konferuje z poszczególnymi drużynami, przestrzegając przed tak forsownym marszem.

Marsz Szlakiem Kadrówki w Słomnikach
(autor: nn)

I ETAP.

MIECHÓW

Etap Kraków-Miechów 46 km ukończyły wszystkie drużyny bez punktów karnych. Czas osiągnięto następujący:

I miejsce drużyna Przemyska  (nr. 7) godz. 9.20;
II miejsce drużyna  Katowicka (nr. 1) godz.9.50
III miejsce drużyna Krakowska II (nr. 6) godz. 10.28;
IV miejsce drużyna Warszawska (nr. 2) godz. 11.35;
V miejsce drużyna Warszawska (nr. 4) godz. 12.30;
VI miejsce drużyna Bocheńska (nr. 5) godz.13.02;
VII drużyna Wieliczkowska (nr.3) godz.14.29.

Dzięki uprzejmości starosty p. Wasiaka drużyny miały zapewniony nocleg i wyżywienie. Społeczeństwa miejscowego zawody marszowe strzelców zupełnie nie zainteresowały, żyją tu ludzie rzeczywiście jak w… miechu i o bożym święcie nic nowego nie chcą wiedzieć. Tam gdzie najświeższe wiadomości gazetowe pochodzą z przed tygodnia, a nowiny światowe kolportuje żyd – pachciarz – trudno było wymagać innego stosunku do nas. W Słomnikach przyczyniliśmy się do uprzątnięcia śmieci z rynku, kto wie, może ta cisza, jaką zastaliśmy w Miechowie i której nie przerywaliśmy – ozwie się stukotem żywym serc obywateli miechowskich w następnym roku i przerwie ciszę tak, jak myśmy ją zmuszeni byli przerwać miarowym krokiem maszerujących drużyn.

Następne zawody marszowe muszą się zaznaczyć podbojem Miechowa!

PO DRODZE DO JĘDRZEJOWA.

W Miechowie zmuszony jest przerwać marsz ob.. Kulpa (nr. 68) – jest on wyjątkiem wśród wszystkich zawodników na 91 maszerujących, dochodzi bowiem do mety 90-ciu.

O godz. 4-ej, jak w Krakowie, wyruszają drużyny z rynku miechowskiego w porządku ustalonym przez losowanie. Pierwsza idzie „Wieliczka”, druga „Warszawa”, trzecia „Katowice”, czwarta „Kraków I“, piąta „Bochnia”, szósta „Kraków II“ i siódma „Przemyśl”.

W Wielkim Książu następuje krótki odpoczynek. Drużyny posilają się przygotowanym w Miechowie posiłkiem. Tutaj dowiadujemy się, że projektowano stworzyć Komitet obywatelski, ale „ciemne siły”, choć z profesji swej światło dające, proboszcz i nauczyciel, sprzeciwiły się temu. Zmęczonym zawodnikom nie kwapiono się okazać pomocy i sami zawodnicy przynosili sob.ie wodę. 

Sytuacja zmienia się na lepsze od Wodzisławia. Komitet obywatelski z p. Gądkiem, wójtem gminy, na czele, z prezesem oddz. Zw. Strzel. Chudobskim i kmdtem Urbanem – gościnnie wita zawodników. Czym chata bogata – ale strzelcy nie mają dużo czasu – więc moment się zatrzymują, pięknie dziękują za posiłek i rwą naprzód, bo czeka ich jeszcze spory kawał drogi, oślepiająco-białej, jednostajnej i nużącej.

Na wozie sanitarnym nie widać żadnego marudera, ani „odpadłego ob.. Dr. Freyd nie ma wobec tego nic lepszego do roboty, jak leczyć własne gardło.

II ETAP. JĘDRZEJÓW.

Drugi etap naszego marszu wynosił „tylko” 40 km. Etap ten ukończyły drużyny w czasie:

I miejsce drużyna Przemyska. (nr.7) godz. 8.53;
II „ Kraków I” (nr. 4) 9.33;
III  „ Katowice” (nr, 1) 9 56;
IV „ , Wieliczka (nr. 3)  10.52;
V  „ Warszawa” (nr. 2) 13.08;
VI . „ Bochnia” (nr. 5)  13.08; – 80 punktów karnych;
VII  „Kraków II” (nr.6) 10.45 zdyskwalifikowana jako drużyna z powodu odpadnięcia jednego zawodnika.

W ten sposób drużyna przemyska zwyciężyła ponownie. Wszyscy są przeświadczeni, że zajmie ona w ogóle pierwsze miejsce. Komitet obywatelski m. Jędrzejowa, godnie przyjmował uczestników marszu. Burmistrz m. Jędrzejowa, p. Pakaszewski powitał strzelców u wrót miasta w krótkich serdecznych słowach, po czym dyrektor seminarium p. Naszydłowski wygłosił przemówienie o znaczeniu „6 sierpnia”, które zakończył okrzykiem na cześć Legionów. Strzelcy odpowiedzieli trzy krotnym okrzykiem na cześć Jędrzejowa i poprzedzani orkiestrą kolejową przedefilowali przed swym Komendantem i Komitetem obywatelskim. Kwaterowali nasi zawodowcy w tej samej szkole, w której lat temu dziesięć kwaterowała Kadrówka.

Przyjęciem zawodników zajmował się Komitet, do którego należeli obok wymienionych wyżej p. Dr. Przypkowski, Smagłowski, Tański, Przybyszewski, Gierczak, Węgrzynowicz, Kończewski, Niemiec, Skowroński i Nowak.

Jutro czeka zawodników najcięższe zadanie – marsz indywidualny na dystansie Jędrzejów-Kielce, wynoszącym 38 km. Kmdt Główny robi krótką odprawę z drużynowymi i w niedługim czasie cisza zalega kwaterę.

Z badania lekarskiego, które przeprowadzili skrupulatnie Dr. Przypkowski, lekarz powiatowy i Dr. Freyd – wynika, że stan nóg jest zadawalający, a żadnych poważnych niedomagań nie zauważono. Nawet liczne dnia po przedniego otarcia gdzieś poznikały.

JAK STRZELCÓW PRZYJMOWANO W KIELECKIEM.

O godz. 4-ej dnia 8 sierpnia wyruszyły wszystkie drużyny jednocześnie szosą kielecką, stając do meczu indywidualnego. obok zwycięstwa drużyny, zwyciężać mają poszczególni strzelcy. Po kilkunastu minutach marszu już spotkać można było „tych pierwszych”, którzy oderwali się od reszty maszerujących i pomknęli naprzód.

Po drodze gęsta sieć „punktów odżywczych” niemniej gęsta od „punktów kontrolnych”. W Brzegach lekki posiłek, kilka kilometrów dalej w Tokarni zastawione stoły mlekiem i chlebem, w Chęcinach – obfitość.

Do przezwyciężania chęci odpoczynku przybyło przezwyciężanie apetytu, który rósł na widok takiej masy różnego pożywienia. Komitet obywatelski w Chęcinach z niestrudzonym Dr. J. Bellertem na czele, zachwycili zawodników gościnnością i ładem a porządkiem w jakim zawodnicy byli przyjmowani. W Chęcinach wita zawodników pierwsza brama triumfalna z napisem „witajcie strzelcy”. Chęciny pierwsze z miast na szlaku, które zdobyły się na ufundowanie trzech nagród „dla trzech pierwszych zawodników, którzy wejdą do Chęcin”.

Pierwszy wpadł do Chęcin ob. Kupias Bronisław (nr. 76) z drużyny przemyskiej o godz. 5:49. Pochwycił cytrynę i tabliczkę czekolady i pomaszerował dalej, bo tuż za nim gnał ob.. ob.. Petr Józef (nr. 413) z drużyny Kraków I, a jako trzeci ob. Kuchnik Bronisław (nr. 513) z drużyny bocheńskiej. 

Nastrój udziela się wszystkim: i Komitetowi, który chętnie i serdecznie wita strzelców i szpalerowi strażackiemu i orkiestrze strażackiej i publiczności chęcińskiej i nawet Komisji Sędziowskiej, która na moment zatrzymała się w Chęcinach.

Czyż mogło być inaczej? Komu serce nie zabiłoby żywiej na widok biegnącego zawodnika w mundurze strzeleckim i z bronią na ramieniu, komu w oku nie zaszkliłaby łza wzruszenia, gdy widział, jak się wykuwa hartowność młode go polskiego pokolenia. Kwiaty senatora Hempla przysłane dla strzelców do Chęcin – symbolizowały hołd składany młodzieńczym, orlim wzlotom młodzieży strzeleckiej.

Zawodnicy, pilnie strzeżeni przez 12-tu harcerzy kieleckich, rozsypanych na przestrzeni Brzegi – Kielce i raźno przebiegających na rowerach swoje odcinki, przez sędziego p. Lachnika, który swoją funkcję pełni konno, przez strażaków kieleckich, pod komendą p. Ząbka idą rekordowym krokiem. Po drodze: Sitkówka, Zgórsk, Białogon, Cegielnia – wszędzie jadło i napoje, wszędzie bramy tryumfalne, wszędzie kontrola. Koło Zgórska właściciel każe skropić kawał szosy wodą, aby się zawodnikom nie kurzyło, w Białogonie witają strzelców miejscowi robotnicy.

Kupis Bronisław Przemysław
Kadrówka 1924

(autor: nn)

NA MECIE W KIELCACH.

Na placu katedralnym panował dnia 8 sierpnia od samego rana ruch gorączkowy. Wszędzie obecny i ciągle czynny inż. Swieżawski, prezes Komitetu obywatelskiego w Kielcach, pilnuje końcowych robót. Z miasta przybywają bywają tymczasem członkowie różnych Komisji i ciągnie gromadnie publiczność.

Jeszcze nie wszystko było gotowe, gdy o godz. 9 01. zawodnik nr. 76, ob. Kupias Bronisław, stanął u mety, owacyjnie witany.

Chwytają go pod ręce „kwaterunkowi”, prowadzą do lekarza, następnie dają jeść, fotografują i kierują do łaźni. W analogiczny sposób postępują na mecie z innymi nad chodzącymi strzelcami. Oklaski stają się obfitsze, okrzyki głośniejsze, kwiatów rzucają urocze kielczanki coraz to więcej, a orkiestra wita każdego zawodnika raźnym marszem. W sześć minut po ob. Kupiasie przychodzi ob.. Petr Józef (nr. 413), po nim w dwie minuty ob. Kuchnik (nr. 513).

Czas przybycia pierwszych 14-tu zawodników układa się jak następuje

1) Kupias Bronisław nr. 76, godzin 5.01,
2) Petr Józef nr. 413, godzin . 5.07.
3) Kuchnik Bronisław nr. 513, godzin 5.09.
4) Piotrowicz Michał nr. 58, godzin 5.14.
5) Gaweł Alojzy nr. 17, godzin 5.18.
6) Michalik Ryszard nr. 38, godzin 5.25.
7) Kowalczyk Zygm. nr. 35, godzin 5 28.
8) Knapik Józef, nr. 32, godzin 5.31.
9) Kłeczka Jerzy, nr. 112, godzin 5.39.
10) Kafel Józef, nr. 4 godzin 5.39,
11) Czarniecki Stan. nr. 77, godzin 5.39;
12) Orleański Zygm. nr. 78 godzin 5.39;
13) Michalik Ryszard, nr, 12, godzin 5.39,
14) Berbeka Kazimierz nr. 42 godzin 5.39

Po szóstce zawodników, którzy wkroczyli na plac katedralny razem, powstaje przerwa piętnastominutowa. O godzinie 9.55 wbiegają trzej dalsi zawodnicy (nry 310, 65 i 31).

I tak napływają zawodnicy bądź pojedynczo, bądź małymi grupami aż do godziny 15-tej. Wszyscy po krótkim odpoczynku na mecie wykąpani, zbadani itd. udają się na kwatery.

Komisja Sędziowska tymczasem waży, oblicza punkty karne, kwalifikuje zawodników, drużyny i nagrody.

III ETAP: JĘDRZEJÓW – KIELCE.

Po zsumowaniu godzin przybycia trzeci etap marszu dał następujące rezultaty;

I miejsce drużyna Przemyśl 5 g. 53 min.
II Katowice 6 g 54min..
III  Kraków I 7g. 35 min.
IV Warszawa I 7 g.53min.;
V Bochnia 7 g. 54 min..;
VI Wieliczka 8 g. 28 m.

OGÓLNE WYNIKI  ZAWODÓW.

Jury zawodów, w skład którego wchodzili pp. starosta Buras, jako przewodniczący, inż. Swieżawski, prezes Komitetu obywatelskiego w Kielcach, kpt. H. Królikowski, przedstawiciel Szt. Generalnego, Dr. Jockiel, z ramienia Komisji lekarskiej zawodów, nacz. str. ogniowej Ząbek, ob.. Wł. Sieńko prezes okr. krakowskiego Zw. Strz. ob. L. Bianchi, komisarz zawodów, ob.. Ożóg Orzegowski, kmdt okr. Katowice, ob.. Dr. A. Freyd, lekarz zawodów. Kmdt Główny reprezentował w Jury zawodów Zarząd Główny Związku Strzeleckiego.

W powyższym składzie Jury oceniło całość wyników drużynowych i jednostkowych. Klasyfikowano marsz drużynami na dystansie Kraków – Kielce, wynoszącym 124 km. j. p:
1) Przemyśl w 24 g. 6 m.
2) Katowice w 26 g. 40 m.
3) Kraków I w 29 g. 34 m.
4) Wieliczka w 30 g. 20 m.
5) Warszawa w 32 g. 36 m.
6) Bochnia w 31 g. 26 m. – 80 punktów karnych.
Sklasyfikowano marsz jednostkowy na dystansie Jędrzejów – Kielce, wynoszącym 38 km. j. p.:
1) Kupias Bronisław w 5 godz. 1 m.
2) Petr Józef w 5 godz. 7 m.
3) Kuchnik Bronisław w 5 godz. 9 m.

UROCZYSTOŚCI KIELECKIE.

Do drużyn, przybyłych na plac katedralny o godz. 18-ej wygłosił powitalne przemówienie p. Manteuffel wojewoda kielecki.

Słowa p. wojewody, który zaznaczył, że wita przybyłych strzelców jako przedstawiciel województwa, miały podwójne znaczenie.

Przede wszystkim widzieli strzelcy przed sobą najwyższego w tej chwili dostojnika państwowego, reprezentującego majestat państwa polskiego. Następnie wob.ec przedstawicieli władz samorządowych, instytucji społecznych i miejscowego społeczeństwa, p. wojewoda kładł nacisk na wzniosłość idei strzeleckiej, opartej o wiarę we własne siły i życzył Związkowi strzeleckiemu jak najpomyślniejszego rozwoju. W skupieniu i z radością wysłuchano tych życzeń. Po przemówieniu, pan wojewoda wręczał osobiście nagrody zwycięskim drużynom i strzelcom. Na dźwięk swego nazwiska występuje z szeregu zwycięski zawodnik, sprężystym krokiem podchodzi do Komendanta Głównego i melduje mu się. Na jego rozkaz „przystąp” – z bronią u nogi przystępuje do stołu z nagrodami i wraz z życzeniami i uściskiem ręki otrzymuje od p. wojewody należną nagrodę.

Po p. wojewodzie przemawiali Dr. Dłuski, prezes Zarządu Głównego Związku Strzeleckiego. Prezes nasz, w gorących słowach składał hołd młodzieńczym porywom i życzył, aby strzelcy wytyczali nowe szlaki i byli kadrówką dla przyszłych pokoleń. Kpt. Jerzy Radomski, w imieniu Kadrówki z 1914 r. wręczał drużynie przemyskiej portret Komendanta Piłsudskiego z napisem ,,Zwycięskiej drużynie w zawodach marszowych szlakiem Kadrówki pierwsza Kompania Kadrowa – 6. VIII. 1914 – 6. VIII 1924.

Przemówienie kpt. Radomskiego wygłoszone było z wielką mocą przekonywującą. Ostatni przemawiał pułk. Narbut Łuczyński, dowódca 2 dywizji legionowej: mówił o strzelcu-piechurze.

Pomimo zmęczenia zawodników, defilada urządzona przez Komendanta Głównego udaje się wspaniale. Poszczególne drużyny idą krokiem, na którym nie znać zupełnie zmęczenia.

Twórca Legionów
marszałek Józef Piłsudski.

sierpień 1914 r.
(autor: Kuczyński)

Wieczorem na kwaterze Kmdt. Główny rozdaje drużynom krzyże pamiątkowe, wydane staraniem Komitetu obywatelskiego w Kielcach.

Po czym drużyny maszerują na bankiet.

Sypią sią tutaj przemówienia, wyjaśniające dużą wartość zawodów marszowych (inż. Świeżawskiego), o znaczeniu 6 sierpnia na tle epoki po powstaniowej (D-ra Dłuskiego), i t. d. i t. d. Panuje nastrój serdeczny. Na twarzach strzelców widać zadowolenie z dobrego ukończenia marszu. Oklaskom nie ma końca.

KTO JESZCZE PAMIĘTAŁ O MARSZU.

Do Krakowa, wnet po wymarszu drużyn nadeszły następujące depesze: „Kadrówce pozdrowienie i pomyślnego wyniku duszą z wami strzelcy kresowi z Podwołoczyska.

„Życzę strzelcom maszerującym szlakiem kadrówki, aby godni Wodza i wiary strzeleckiej z 14 roku – ich idee Polski republikańskiej, społecznie sprawiedliwej pracą i czynem realizowali – Zarzycki b. redaktor „Strzelca”.

 „Uczestnikom marszu kadrówki pozdrowienia od Lubliniaków – Pignan, Borkowski”.

Samodzielny ob.wód Kielce.

ODZNAKA DZIESIĘCIOLECIA CZYNU ZBROJNEGO.

Komitet Uczczenia Rocznicy Wkroczenia Strzelców do Kielc postanowił wydać odznakę pamiątkową Dziesięciolecia Czynu Zbrojnego 6-go sierpnia 1914 r. Celem uczczenia tego wielkiego pamiątkowego faktu historycznego i ku odznaczeniu uczestników pierwszego czynu sportowego w postaci I-go tradycyjnego Marszu Szlakiem Kadrówki Kraków – Kielce, uważając oba te czyny za przejaw żywotnej i niezmożonej energii naszego Narodu, godne upamiętnienia, Komitet wyłonił Komisję Odznaki w składzie następującym pp. Artwiński Stefan, Boczek Franciszek, Bokiniecki Roman, Dębowski Zygmunt, Green Marjan, Grunertówna Kazimiera, Kosterski Władysław.

Komisja uchwaliła następujący regulamin odznaki:

  1. Odznakę otrzymają bezpłatnie wraz z kokardką o barwach narodowych wszyscy uczestnicy marszu szlakiem Kadrówki, którzy odpowiedzieli warunkom zawodów. Uczestnicy, którzy nie zdołali warunków całkowicie wypełnić otrzymać mogą odznakę na skutek orzeczenia Sądu Zawodów.
  2. Odznakę mają prawo otrzymać za zwrotem kosztów: sędziowie Zawodów, Członkowie Komitetu oraz przybyli na Zjazd oficjalni delegaci instytucji i stowarzyszeń pokrewnych.
  3. Odznakę mają prawo otrzymać Członkowie następujących organizacji: Związku Legionistów, Polskiej Organizacji Wojskowej, Związku Strzeleckiego oraz Ligi Kob.iet Pogotowia Wojennego, jako tych organizacji, które działały i działają w myśl ideologii i dążeń inicjatorów i twórców Czynu Zbrojnego 6-go sierpnia 1914 r.
  4. Członkowie wyżej wymienionych organizacji (w p. 3) otrzymać mogą odznakę za zwrotem kosztów i jedynie na skutek wniosków, przedłożonych przez odnośne władze każdej organizacji.
  5. Uprawnionymi do noszenia odznaki będą jedynie posiadacze odnośnych dyplomów numerowanych i podpisanych przez członków Komisji Odznaki.
  6. Przyznanie odznak nieodwołalnie ukończone będzie 1 stycznia. 1925 roku.

Odznaka pamiątkowa
Dziesięciolecia Czynu Zbrojnego
6-go sierpnia 1914 r.

(-) T. J. Boczek, (-) Kosterski-Spalski, (-) K. Grunertówna, (-) Bokiniecki, (-) Dębowski (-) M. Green.

DZIAŁ URZĘDOWY.

ROZKAZ KOMENDANTA GŁÓWNEGO.

Marsz szlakiem Kadrówki udał się pod każdym względem. Organizacyjnie wykazał bowiem, że stać nas na realizowanie rzeczy o charakterze nieprzeciętnym, sportowo przekonał zainteresowanych, że materiał ludzki w szeregach naszych stoi na poważnym poziomie wyćwiczenia marszowego i społecznie wreszcie dał nam świadomość, że jesteśmy społeczeństwu i państwu potrzebni, że akcja nasza znajduje całkowite zrozumie.

Nie czas dzisiaj zastanawiać się nad skutkiem naszych zawodów, będziemy je bacznie obserwować w życiu wewnętrznym Związku i po za nim. Dziś trzeba podsumować tylko wysiłek poszczególnych ośrodków strzeleckich.

Słowa uznania należą się przede wszystkim Komendzie Okręgu Kraków, która w ciężkich warunkach pracując, zdobyła się rzeczywiście na wielki wysiłek i otoczyła opieką zawodników przybyłych do Krakowa, starając się dać im należyty wypoczynek przed zawodami. Zarówno ob. Bianchi, jak i ob.. Spałek dali nam wzór zapobiegliwości i poświęcenia.

W Krakowie, chcę to szczerze podnieść, mogło być lepiej, szczupłe grono pracowników dało z siebie wszystko, ale nie mogło w ciągu kilku dni zmienić całego układu stosunków miejscowych.

ob. Prezesowi Sieńce w imieniu Komendy Głównej dziękuję za pełne staropolskiej gościnności przyjęcie zawodników w Prądniku Czerwonym.

Pewne niedomagania na terenie obwodu miechowskiego zdołaliśmy usunąć dzięki dobrej woli ob.. ob.. Kmity i Kogucińskiego, którzy chwilową niewiarę w czynność społeczeństwa powetowali energicznym wzięciem na siebie roli gospodarzy i przysporzyli w ten sposób zawodnikom wiele miłych wspomnień ze Słomnik.

Praca ob.. Niemca, komendanta obwodu Jędrzejów, świadczyła o planowym wysiłku w stosunku do marszu szl. Kadrówki. Kornitet obywatelski powstały w Jędrzejowie na skutek inicjatywy ob. Niemca, pracą swoją przekonał zawodników o sympatii społeczeństwa do prac Związku Strzeleckiego.

Oddział naszego Związku w Wodzisławiu serdecznie przyjmował maszerujących strzelców zasługa to ob.. Chudobskiego, prezesa oddziału i ob.. Urbana, kmdta oddziału. obwód kielecki wreszcie ze swymi dzielnymi członkami Zarządu i Kmdy obwodu: ob. Grunertówną, Bokinieckim, Siwkiem, Przybylikiem, Ulankiewiczówną, Greenami, Dąbrowskim i in. wykazał nadzwyczajną ruchliwość i podołał ciężkiemu zadaniu zorganizowania przyjęcia zawodników wespół z Komitetem obywatelskim.

Przyjęcie w Kielcach będzie wzorem dla innych, jak należy je przygotować.

 (-) Kierzkowski Komendant Główny.

Strzelec: Organ Towarzystwa Związek Strzelecki, 1932, R.12, nr 32
Warszawa, 7 sierpnia 1932 r.

JAK PRZED DZIEWIĘCIOMA LATY ODBYŁ SIĘ MARSZ SZLAKIEM KADRÓWKI.
Wspomnienie jednego z uczestników.

Zaprojektowany  jeszcze  w  roku 1922  przez ówczesnego referenta sportowego Komendy Gł. ZS ob..  kpt. Muszkieta – Królikowskiego coroczny marsz  Szlakiem l-szej Kompanii Kadrowej na przestrzeni Kraków – Kielce (122 k m .), którego celem miało być uczczenie Czynu Zbrojnego  dokonanego w 1914 roku i wykazanie  tężyzny fizycznej strzelców, został po raz pierwszy zrealizowany 6 sierpnia 1924 roku.

Obecnie, gdy stoimy już przed IX marszem Kraków –  Kielce, który zyskał sob.ie wśród społeczeństwa ugruntowane prawo obywatelstwa  warto rzucić garść wspomnień, w jakich warunkach i nastroju odbył się I marsz tym historycznym szlakiem.

Zorganizowanie I-go Marszu Szlakiem Kadrówki przekazała K-mda Gł. ZS komendantowi krakowskiego okręgu, ob.. mjr Bianchiemu i ruch przedkadrówkowy niebawem się rozpoczął.

Na podwórze kamienicy przy ul. Floriańskiej 53, gdzie mieści się komenda Strzelca krakowskiego, przywieziono broń dla drużyn, mających wziąć udział w marszu, a widok był to osobliwy, gdy brać strzelecka, nie mająca od szeregu miesięcy karabinu w rękach na gwałt, uczyła się musztry z bronią, by nazajutrz wyruszyć na marsz i uczcić w ten sposób dziesiątą rocznicę  wkroczenia strzelców do Kielc.

Wczesnym rankiem ustawiło się do startu w historycznych Oleandrach 7 wspomnianych drużyn,  by rozpocząć l Marsz Szlakiem Kadrowej. Na miejsce przybyli: Kmdt Gł. ZS ob.. mjr Kierzkowski, ob.. kpt. Muszkiet- Królikowski, ob.. dr Freyd z Warszawy, lekarz Marszu, ref. przysposobienia rezerw przy DOK V kpt. Kurek oraz kmdt okr. krak. ZS ob.. mjr  Bianchi z oficerami obwodu krak. ZS. z publiczności nie było nikogo!

Tylko jakiś starszy pan przybliżył się do drużyn strzelców krakowskich, a jak się okazało – był to ojciec jednego z tych strzelców… Ciszę panującą w Oleandrach przerwały na chwilę uwagi startera do drużyn i komendy ich dowódców, po których marszu, z pieśnią na ustach: „ Raduje się serce, raduje się dusza …”

Strzelec: Organ Towarzystwa
Związek Strzelecki
1932, R.12, nr 32
strona nr 3

(ze zbiorów: Centralnej Biblioteki Wojskowej)

Po przejściu pięciu kilometrów drużyny wydostały się z obrębu Krakowa na szosę warszawską i wkrótce zatrzymały się w Prądniku Czerwonym, gdzie ówczesny prezes okr. krak. ob. dyr. Sieńko (dziś senator Rzplitej), podejmował drużyny śniadaniem. Po śniadaniu drużyny ruszyły w dalszą drogę i po przejściu 25 km dotarły do miasteczka Słomniki, które zawodnikom zgotowało miłe przyjęcie.  Wkraczających witała orkiestra miejska, a podczas parominutowego wypoczynku  podejmował posiłkiem miejscowy komitet. Po wypoczynku drużyny ruszyły na Miechów, mając do przebycia jeszcze 15 kilometrów wśród nieznośnego upału. Mimo to wszystkie 7 drużyn w komplecie po 13 zawodników dotarły do Miechowa. W Miechowie spokój. Nikt tu się nie zainteresował marszem strzelców, ani społeczeństwo, ani ówczesne władze miejscowe. Zawodnicy spożyli obiad w jednej z  miejscowych restauracji, po czym po kąpieli i wypoczynku udali się do przygotowanych kwater.

Następnego dnia drugi etap marszu: Miechów –  Jędrzejów (45 km), ukończony w dobrej formie. Na kilometr przed miastem drużyny zatrzymano, a następnie wszystkie weszły do Jędrzejowa, gdzie przed tłumnie zebranym społeczeństwem odbyła się defilada. Po defiladzie wygłosił do zebranych przemówienie przedstawiciel miasta, po czym strzelcy podejmowani byli obiadem, wydanym przez miejscowy komitet obywatelski. Przy stołach podczas obiadu panował ożywiony ruch. Wszyscy strzelcy z niezwykłym zapałem dzielą się wrażeniami z dwóch etapów historycznego szlaku, a do ogólnego nastroju przyczynia się także sprawnie grająca miejscowa orkiestra strażacka. Pod wieczór wszystko cichnie i drużyny udają się na kwatery, by nazajutrz rozpocząć trzeci etap Jędrzejów-Kielce – bieg indywidualny na przestrzeni 38 kilometrów.

Ustawione w rynku drużyny frontem do wypadowej na szosę uliczki, czekają z zapartym tchem sygnału startera. Wreszcie otrzymały znak i wszyscy zawodnicy rozpoczęli indywidualny bieg, przerywany od czasu do czasu wytężonym marszem. Niezadługo zawodnicy, którzy pierwsi wysunęli się na czoło, przekraczają most na rzece Nidzie i zmierzają ku miasteczku Chęciny, które strzelcom zgotowało niezwykłe przyjęcie. Każdego zawodnika, czy też grupkę, ukazującą się u wrót miasteczka, sygnalizował na trąbce strażak, dając w ten sposób znak komitetowi i licznie zebranej na rynku publiczności. Wszystkich wpadających na rynek chęciński zawodników witano z entuzjazmem, wręczano im kwiaty, raczono chłodzącymi napojami, a plecaki ich napełniano podarkami w postaci papierosów, czekolady, cytryn, bułek  itd.  wreszcie każdy wyruszył dalej w swoją drogę.

Do Kielc jeszcze 15 kilometrów … Zawodnicy to biegną, to maszerują na przemian; humor jest i solidarność w marszu wielka, choć ostatnie kilometry przez monotonię trasy zdają się być dłuższymi. Wreszcie mają jeszcze przed sobą 4 kilometry, trzy, dwa, w końcu pozostaje jeden! Każdego zawodnika z chwilą zbliżania się do mety ogarnia radość i emocja. W krótce pierwsi skręcają na lewo ze szosy, dokąd już  tylko paręset kroków do miasta.

Zwycięzca wbiegający na metę.
Kadrówka 1914
(autor: nn)

Na mecie w Kielcach ruch duży. Brama powitalna dla zawodników i ulica od niej biegnąca bogato udekorowana. Zawodników oczekują z wielkim zainteresowaniem tłumy publiczności i cały korpus oficerski miejscowego garnizonu.

Wreszcie pierwsi nadjeżdżają cykliści, co jest znakiem dla wszystkich, że zawodnicy już, już idą, ba, już są, bo wychylają się z zakrętu. Naraz zagrała orkiestra, rozległy się dźwięki   „I Brygady”  i pierwszy zawodnik przerywa taśmę. To ob.. Kopias z Przemyśla, a za nim tuż, tuż następni zawodnicy. Każdego zawodnika wpadającego do mety, gdy komisja zanotowała czas jego przybycia, witano niezwykle owacyjnie, odbierano karabin i plecak, darzono kwiatami, i na ramionach wynoszono do pobliskiego ogrodu, gdzie wśród cienia drzew sadzano  przy zastawionych gościnnie stołach.

Gdy już wszyscy zawodnicy ukończyli marsz i dobrze wypoczęli, odbyła się na podwórzu koszar dekoracja odznaką „Dziesięciolecia Wkroczenia Strzelców do Kielc” wszystkich zawodników, której dokonał Kmdt. Główny ZS. Po dekoracji odbyło się rozdanie nagród i żetonów drużynom i  zawodnikom, które wręczył miejscowy Komitet w obecności przedstawicieli władz cywilnych, wojskowych i społecznych organizacji. Po przemówieniach do strzelców odbyła się defilada zawodników przy dźwiękach orkiestry, przyjęta z wielkim entuzjazmem przez kielecką publiczność.

Wieczorem odbył się bankiet, wydany przez ob.ywatelski Komitet Uczczenia 10-tej Rocznicy Wkroczenia Strzelców do Kielc (1914 – 1924), który oprócz zawodników zgromadził licznych przedstawicieli władz cywilnych i wojskowych, społeczeństwa kieleckiego i różnych organizacji. Nastąpiły przemówienia, po których wszyscy zebrani wznieśli trzykrotny okrzyk na cześć Twórcy Czynu Zbrojnego Marszałka Piłsudskiego, a orkiestra 4 ppleg odegrała, „Brygadę”. Bankiet wśród niezwykle miłego strzeleckiego nastroju przeciągnął się do późnych godzin wieczornych.

Rankiem 9 sierpnia drużyny wyjechały do rodzinnych stron, unosząc z sobą moc niezatartych wspomnień.

Kraków, w sierpniu, 1932 roku.
Marjan Krawczyk.

Strzelec: Organ Towarzystwa Związek Strzelecki, 1934, R.14, nr 32
Warszawa, 12 sierpnia 1934 r.

W numerze specjalnym, wydanym na 6-go sierpnia, zamieściliśmy wspomnienia 65 żołnierzy I-ej Kompanji Kadrowej z okresu pierwszych dni powstania Legjonów i wymarszu Kadrówki. Dziś oddajemy głos członkom obecnego Związku Strzeleckiego, którzy śladami Pierwszych Żołnierzy Kadrowej szlak Kraków – Kielce przebyli.

Pamiętne są dla mnie uroczystości sierpniowe, które odbyły się w Krakowie w 1922 roku, w obecności Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego. W tym to roku odbył się I-y Zjazd Legjonowy, na który przyjechały równocześnie oddziały strzeleckie ze wszystkich stron kraju.

Wieczorem 5 sierpnia 1922 w historycznych Oleandrach ustawiły się nasze oddziały według okręgów i obwodów. Komendanci okręgów złożyli raporty ob.. Malskiemu komendantowi głównemu, który przekazał następnie komendę ob.. płk. Olszynie—Wilczyńskiemu (dziś generałowi). ob.. Olszyna—Wilczyński wybrał spośród strzelców, członków „Kadrówki”, która miała nocą wyruszyć Szlakiem Pierwszej Kompanji Kadrowej do Michałowic (15 km.)

W skład „Kadrówki” weszli poszczególni członkowie ze wszystkich okręgów. Komendę „Kadrówki” objął ob. Wyród z Krakowa, — pierwszego plutonu ob.. Dr. Freyd z Warszawy.

Po wydzieleniu „kadrówki”, przemówił do niej i do pozostałych 3-ch bataljonów strzeleckich komendant główny ob. Malski, poczem nastąpił odmarsz kompanji do kwater.

Wczesnym rankiem 6 sierpnia 1922 ustawiły się strzeleckie kompanje w Oleandrach. Oddzielnie na prawem skrzydle stanęła „kadrówka”. Mimo ulewnego deszczu przybyły tłumy publiczności na historyczne miejsce, uczestnicy Zjazdu Legjonowego, oraz liczne delegacje władz cywilnych i wojskowych. W chwilę potem przybył Naczelnik Państwa. Rozległa się komenda – raport – i ob. Olszyna Wilczyński odczytał pamiętny rozkaz sierpniowy wydany w chwili wymarszu strzelców w pole.

Padła komenda i „kadrówka” z pieśnią na ustach: „Raduje się serce, raduje się dusza”, udała się w nakazanym kierunku, a za nią w odległości 1.000 kroków pomaszerowały pozostałe trzy bataljony strzelców.

Strzelec: Organ Towarzystwa
Związek Strzelecki
1934, R.14, nr 32
strona nr 3

(ze zbiorów: Centralnej Biblioteki Wojskowej)


W Michałowicach witała i gościła strzelców miejscowa ludność w sposób szczery i serdeczny. Po krótkim wypoczynku nastąpił powrót strzelców do Krakowa, skąd wyjechali oni do swych rodzinnych stron, uwożąc z sobą wiele niezatartych wspomnień.

Tak obchodzono po raz pierwszy rocznicę Kadrówki w odrodzonej Polsce w roku 1922.

Podobnie zorganizowano rocznicę wymarszu Kadrówki w Krakowie i w roku 1923. Tylko, że nie było już wtedy zjazdu strzeleckiego z całej Polski, a tylko przy jechały oddziały okręgu krakowskiego. Wydzielono z nich wówczas „kadrówkę”, do której i ja się dostałem po raz pierwszy, bo w r. 1922 miałem przydział do 1-ej kompanji III bataljonu. Wyruszyliśmy wtedy znanym już sob.ie szlakiem z ob.. por. Wołkowiczem na czele. W drodze powrotnej z Michałowic mieliśmy ćwiczenia polowe pod komendą oficerów: ob.. ob..: L. Chorążego, F. Cyconia – Różyckiego, W. Wołkowicza i W. Langroda.

Przyszedł rok 1924…

Już na długo przed sierpniem wiedzieliśmy, że komendant główny ob.. mjr, Kierzkowski zrealizował projekt pierwszego referenta sportowego Komendy Głównej ob. kpt. Muszkiet – Królikowskiego w r. 1922 i że odbędzie się I Marsz Szlakiem Kadrówki na przestrzeni Kraków – Kielce (122 km.) z okazji ówczesnej 10-ej rocnicy wkroczenia strzelców do Kielc (1914-1924). Celem miało być uczczenie rocznicy Czynu Zbrojnego, dokonanego w 1914 r. i wykazanie tężyzny fizycznej strzelców.

Ten I Marsz Szlakiem Kadrówki na przestrzeni Kraków – Kielce przypadł na okres dla Z.S. nie bardzo pomyślny. I dlatego zjechało się na te zawody tylko 7 drużyn, a to: z Warszawy, Katowic, Przemyśla, Bochni, Wieliczki i Krakowa (dwie).

Zainteresowania marszem wśród społeczeństwa nie było żadnego. Dowodem tego jest, że na starcie w Oleandrach były tylko osoby urzędowe. Nie było muzyki, nie było kwiatów. Drużyny nasze po kolei rozpoczynały marsz, ze znaną już pieśnią Pierwszej Kompanji Kadrowej. Po przejściu 6 kilometrów, drużyny wydostały się na szosę warszawską i zatrzymały w Prądniku Czerwonym, gdzie dyrektor szkoły miejscowej ob.. Władysław Sieńko (dziś senator Rzplitej) podejmował nas śniadaniem. Po śniadaniu ruszyliśmy na Słomniki, położone malowniczo na wzgórzu, poczem na Miechów. Marsz był uciążliwy, a dzień upalny. Komendant Gł. ob.. mjr. Kierzkowski, który z nami przez długie przestrzenie maszerował, wskazywał nam, jak tworzyć kolumnę podczas marszu, jak maszerować, jak odpoczywać na postojach – słowem mieliśmy opiekę na trasie i przykład jak najbardziej budujący, a uczestnicy tego pierwszego marszu i szeregu następnych zawsze mieli sposobność, i korzystali z nieocenionych uwag i spostrzeżeń obywatela Komendanta Kierzkowskiego. Dalej, któż z nas nie wspomni przemiłego nastroju, gdy na widok pierwszych domków Miechowa, a zarazem i bliskiej już mety I-go etapu Marszu, zaśpiewaliśmy donośnie „Tam na błoniu błyszczy kwiecie”… a małe dzieci, które wybiegły przed nas — wołały „O legjony idą, legjony!”…

Marszałek Piłsudski we dworze pp. Zawiszów w Goszycach pod Krakowem,
gdzie pierwszy patrol ułański Beliny, po wymarszu z Krakowa zatrzymał się na pierwszy postój.

1. płk. Belina-Prażmowski;
2. płk. Grzmot-Skotnicki;
3. płk. Janusz Głuchowski;
4. płk. Wieniawa-Długoszowski;
5. mjr. Stamirowski.
(autor: Kuczyński)

Po obiedzie, a następnie kąpieli, udaliśmy się wieczorem na kwatery, i zasnęliśmy wkrótce zdrowym, pokrzepiającym snem.

Drugi etap marszu Miechów – Jędrzejów rozpoczęliśmy, jako doświadczeni już marszowcy. Urozmaicenie na długiej, bo 40-kilometrowej trasie, dały nam miasteczka położone na tej przestrzeni: Wielki Książ i Wodzisław, poczem znów monotonna i cała pod słońcem przestrzeń odcinka Wodzisław – Jędrzejów. – Drużyny nasze jednak idą, wybijając krok po kroku, a myśl każdego zawodnika cofa się o dziesięć lat wstecz, gdy szlak ten, na którym oni dziś stąpają, przemierzony został przez Pierwszą Kadrową Kompanję.

Drużyny nasze wciąż idą naprzód, urozmaicają sob.ie drogę śpiewem, muzyką na ustnej harmonijce, a wreszcie ktoś bębniąc na menażce, poddaje drużynie wy raźne, równe tempo marszowe. I wtedy to drużyna wyprzedza drużynę, byle wcześniej, byle prędzej przyjść do upragnionej mety. I tak dochodzimy do Jędrzejowa, a każdego z nas rozpiera w duszy radość, że oto dwa etapy długiego marszu, będziemy już mieli wkrótce poza sobą – Na kilometr przed Jędrzejowem drużyny za trzymały się, poczem nastąpił uroczysty wmarsz do miasta. Tu powitał nas przedstawiciel miasta – poczem wszyscy udaliśmy się na obiad, który wydał dla zawodników miejscowy komitet obywatelski. Przy stołach podczas obiadowania ożywiony ruch. Wszyscy dzieliliśmy się wrażeniami z przebytych dwóch etapów marszu, a do ogólnego nastroju przyczyniła się także dobrze grająca miejscowa orkiestra strażacka. – Pod wieczór wszystko ucichło i udaliśmy się na kwatery, by nazajutrz rozpocząć III-ci etap Jędrzejów – Kielce – bieg indywidualny na przestrzeni 38-u kilometrów.

Ustawiliśmy się na rynku w Jędrzejowie raniutko, gdy mroki nocy daremnie zmagały się z wschodzącym brzaskiem dnia. Wszyscy czekamy z zapartym tchem sygnału startera. Wreszcie otrzymaliśmy znak i rozpoczęliśmy indywidualny bieg, przerywany od czasu do czasu wytężonym marszem. Wkrótce pierwsi zawodnicy, którzy wysunęli się na czoło, przekroczyli most na rzece Nidzie sławnej z bojów Legjonów, i dotarli do miasteczka Chęciny, które zgotowało nam niezwykłe przyjęcie. Każdego Strzelca, czy też grupkę, ukazującą się u wrót miasteczka sygnalizował strażak, dając w ten sposób znak komitetowi miejscowemu i licznie zebranej na rynku publiczności. Wszystkich wpadających na rynek chęciński zawodników witano z entuzjazmem, wręczano im kwiaty, raczono chłodzącemi napojami, a plecaki napełniono podarkami w postaci papierosów, czekolady, cytryn, bułek itd. poczem każdy wyruszał w dalszą drogę.

…Do Kielc mamy jeszcze 15 kilometrów…

Maszerujemy, to biegniemy na przemian, humor doskonały i solidarność w marszu wzorowa, choć ostatnie kilometry przez monotonję trasy zdają się nam być dłuższemi… Wreszcie mamy przed sobą 4 kilometry, trzy, dwa, w końcu pozostaje jeden! Z chwilą zbliżania się do mety, każdego z nas ogarnia nieopanowana radość i emocja. Wkrótce skręcamy na lewo z szosy, stąd już tylko paręset kroków do miasta.

Na mecie w Kielcach ruch olbrzymi. Brama powitalna dla zawodników i ulica od niej biegnąca – bogato udekorowane. Oczekują nas z wielkiem zainteresowaniem tłumy publiczności i cały korpus oficerski miejscowego garnizonu.

Z daleka słychać dźwięki „Pierwszej Brygady”…

Jak się okazuje, pierwszym z nas, który zręcznie odbił się od czoła biegnących zawodników i przypadł do mety – był ob.. Kopias z Przemyśla…

Każdego z nas dobiegającego do mety, witano niezwykle owacyjne, odbierano karabin, plecak, darzono kwiatami i na ramionach wynoszono do pobliskiego ogrodu, gdzie pod cienistemi drzewami czekały zastawione obficie stoły.

Jeden z pierwszych kompanii legionowych przed wyruszeniem w pole.
Sierpień 1914 r.
(autor: Pawlikowski)

Gdy już wszyscy zawodnicy ukończyli marsz i dobrze wypoczęli, odbyła się na podwórzu koszar dekoracja wszystkich zawodników przez Komendanta Głównego odznaką „Dziesięciolecia wkroczenia Strzelców’ do Kielc”, Po rozdaniu nagród zawodnikom i drużynom, które wręczał miejscowy komitet obywatelski w obecności przedstawicieli władz cywilnych, wojskowych i organizacyj społecznych nastąpiły przemówienia. Po przemówieniach, odbyła się defilada zawodników przy dźwiękach orkiestry, przyjęta z wielkim entuzjazmem przez kielecką publiczność.

Wieczorem odbył się bankiet, wydany przez obywatelski Komitet Uczczenia 10 Rocznicy Wkroczenia Strzelców do Kielc (1914 – 1924), który oprócz zawodników zgromadził licznych przedstawicieli władz cywilnych i wojskowych, społeczeństwa kieleckiego i różnych organizacyj. Znów przemówienia, i owacje na cześć Twórcy Czynu Zbrojnego Marszałka Józefa Piłsudskiego. Orkiestra 4 p. Leg. odegrała „Brygadę”.—Bankiet wśród niezwykle miłego nastroju strzeleckiego i legjonowego przeciągnął się do późnego wieczoru.

Rankiem 9 sierpnia 1924 wyjechały drużyny w swoje strony by po roku znów spotkać się w historycznych Oleandrach…

Rok 1924 – 34, po dziesięciu odbytych zawodach marszowych, Marsz Szlakiem Kadrówki, zdobył sob.ie wśród społeczeństwa należne prawo obywatelstwa, a liczba startujących drużyn rokrocznie wzrasta.

Byłem 5 razy zawodnikiem w Marszu Szlakiem Kadrówki Kraków – Kielce: w latach 1924 – 1928. – Jestem strzelcem z górą 12 lat i 3-dniowy Marsz Szlakiem Kadrówki zaliczam do zdarzeń najbardziej radosnych w mojem życiu. Marsz Szlakiem Kadrówki jest bezsprzecznie najlepszą szkołą kształcenia charakterów młodych strzelców, wyrabiającą silną wolę, solidarność, wytrzymałość i poświęcenie.

Trzydniowy wysiłek każdego Strzelca – zawodnika podczas Kadrówki, — maszerowanie wśród zespołów strzeleckich, wojskowych i innych organizacyj, – posto je podczas marszu i kwaterowanie w Miechowie, Jędrzejowie i Kielcach, — składają się na ogrom wrażeń, doznań i przygód, które pozostają w pamięci na zawsze!…

Kraków, w sierpniu 1934.
M. Krawczyk

DRUŻYNY WARSZAWSKIE NA PIERWSZYM MARSZU

Mam pisać o udziale drużyny Warszawskiej w Pierwszym Marszu Szlakiem Kadrówki, a doprawdy nie wiem od czego zacząć.

Boć po prawdzie dla nas Warszawy marsz ten był wszystkiem, lecz nie tem, czem stał się obecnie. Chodziło nam o to, by w tej pierwszej imprezie marszowej nie zbrakło Warszawy. O przygotowaniach nie było mowy, do tego stopnia, że na 2 godziny przed wyjazdem udało się niżej podpisanemu zdobyć przy udziale wybitnym ob., Kudelskiej pieniądze na koszta przejazdu Warszawa – Kraków. Dał nam je ob.. Ponikiewski, ówczesny prezes Okręgu Warszawskiego Z, S., jako pożyczkę zwrotną, która jednak wbrew intencjom stron obu stała się bezwzrotną. Już to należycie oświetla charakter przygotowania się i samą „wyprawę”.

Drużynę prowadził ówczesny K-mdat obwodu ob.. Zagajewski, a w skład niej wchodzili strzelcy z oddziałów warszawskich „Powązki” i Śródmieście”,

Przejazd do Krakowa odbywał się w różowych kolorach ze śpiewem, lecz wszystko to wskazywało na zupełnie negatywne ustosunkowanie się nasze do jakichkolwiek przepisów nakazujących zawodnikom wstrzemięźliwość.

Tablica pamiątkowa wmurowana w ścianę w Goszycach w czasie pobytu marszałka Piłsudskiego.
(autor: Kuczyński)

Kraków przyjął nas bardzo mile – na Florjańskej otrzymaliśmy „pierwszorzędną broń mob.” – stare werndle, w ten sposób ówczesne władze wojskowe nawiązały do tradycji walk legjonowych z sierpnia 1914 roku, gdy drogą Kraków – Kielce wymaszerowały w ślad za Piewszą Kadrową dalsze Oddziały Legjonowe.

Broń ta, by tej tradycji stało się zadość, była bez pasów i zawodnicy własnym przemysłem ten brak uzupełniali sznurkami i drutami. (To dobrze zapamiętałem; gdyż na ostatnim odcinku niosłem 3 czy bodaj że 4 karabiny zawodników, którzy osłabli). Capstrzyk, w którym przyjęli udział zawodnicy zmęczeni całonocną podróżą, zakończył pob.yt nasz w podwawelskim grodzie.

Nazajutrz rano zbiórka w Oleandrach, rozkaz Pierwszej Kadrowej odczytany przez ob., Kierzkowskiego – ostatnie dyspozycje i pouczenia i o 4-ej odmarsz. Wyruszyło nas 7 drużyn. Nie przypuszczałem, że w najbliższych latach zawody staną się bodajże największą imprezą sportową w Polsce i że szosa, po której rano 6 sierpnia 1924 roku ruszyła niepełna setka strzelców pokryje się setkami zawodników, i że marsz ten stanie się najważniejszym egzaminem, jaki Z.S. co roku składa i składać będzie wobec Państwa.

Zawodnicy szli jak kto chciał i jak kto umiał – ambicją naszej drużyny było na całej trasie maszerować zwarcie i nikogo nie zostawiać. Tośmy spełnili i do mety doszliśmy zwartym oddziałem w pełnym składzie.

Były na tym marszu chwile ciężkie, tym bardziej, że brak nam było wyrobienia marszowego, lecz z humorem szliśmy naprzód.

Pod wpływem tego nastroju nawet ob.. Muszkiet, gdy Ford mu się zepsuł, dłuższy czas szedł przy naszej drużynie, uważając, że przy Warszawiakach postać jego stała się lotną kruszynką.

Ze wzruszeniem wspominam te chwile, to lato, 1924 roku, gdy nie byliśmy jeszcze modni, gdy jednak ludność wzdłuż drogi samorzutnie, nie oglądając się na nakazy władz, opiekowała się serdecznie zawodnikami.

A chociaż pierwszego miejsca nie otrzymaliśmy to jednak gdy drużyna nasza wkroczyła na metę w Kielcach sprężystym krokiem z pieśnią „Pierwszej Brygady” na ustach, każdy z nas uważał, że przyjęty obowiązek wypełniliśmy i to było dla nas największą nagrodą. Szybko w te dni upalne sierpnia 24 r., mignęły nam przed oczyma Słomniki, Miechów, Wodzisław, Jędrzejów i Chęciny, a gdy obecnie – który z nas, przyjmując udział w tym marszu bądź jako zawodnik, bądź też jako widz, ogląda z tak wielkiem nakładem zmontowaną organizację, to, przypominając sob.ie nasze skromne początki, życzy obecnym zawodnikom, by z zawodów tych wynieśli tyle wewnętrznego zadowolenia, ile wynieśliśmy my starzy strzelcy z tamtych tak zdaje się odległych czasów.

W….i

WSPOMNIENIA MARSZOWE

ob. Aleksander Wikiel i ob. Karol Ropelewski z oddziału Warszawa-Powązki  to stare wygi marszowe. Szlak Kraków – Kielce znają jak swą kieszeń, pierwszy z nich bowiem odbył Marsz Szlakiem Kadrówki w latach 1924, 25, 26, 27, 28, 30 i 31-ym, drugi w 1927, 28, 29, 31 i 32 roku. Mogą też mówić na ten temat godzinami.

– Na pierwszy marsz w 1924 roku – snuje się nitka wspomnień – pojechała z Warszawy jedna drużyna. Z oddziału Warszawa-Powązki było nas siedmiu, pozostała szóstka z innych oddziałów. Oczywiście o żadnych treningach przed marszem nie było mowy. Przyszedł rozkaz z Okręgu, że mamy jechać, to, pojechaliśmy, mówiąc nawiasem, na własny koszt. Z umundurowaniem drużyny też było ciekawie, jeszcze drelichy były jakie takie, ale buty! – jeden żółte pantofle, inny, buty z cholewami. To nie to co dzisiaj!

Inne też było, jak obecnie powitanie, garstki strzelców, która przybyła na ten marsz. Na starcie w Oleandrach stanęło 7 drużyn. Cicho było tu i pusto, oprócz drużyn i władz strzeleckich bodaj nikogo nie było. A na trasie! Co 5 – 6 km. drużyny zatrzymywały się i odpoczywały, ile uważały za stosowne. Raz trzeba było odpocząć, drugi podjeść na zorganizowanych przez ludność lub strzelców punktach. Zwycięska drużyna skończyła marsz w 24 godziny, my, mając trzecie miejsce przeszliśmy drogę do Kielc, w godzin trzydzieści kilka! Przy czasach, osiąganych choćby w ostatnich dwóch marszach wyniki te wydają się po prostu śmieszne. A jednak dumni byliśmy z nich wówczas i dumni jesteśmy jeszcze i teraz. Na naszych pionierskich doświadczeniach tworzyło się przecież zasady i regulaminy przyszłych marszów! (…)

6-go sierpnia 1924 w Krakowie:
Uroczysta zmiana warty głównej na odwachu na Rynku (a prawo fragment Sukiennic)

(autor: Pawlikowski)